jak radzić sobie z molami w kuchni

Dżetsuna Khandro Rinpocze odpowiada na pytanie, jak pogodzić wskazanie buddyjskie, by nie zabijać, z realnością, gdy na przykład mamy mole w kuchni. Lubię jej słuchać (surprise, surprise!), bo jej słowa są dla mnie inspiracją, są pełne łagodności i dobroci, a też humoru. I zdrowego rozsądku. I ja właśnie o tym. Bo odpowiedź na pytanie o mole kończy się radą, by kupować mniej, tyle, ile trzeba na doraźne potrzeby.

Możecie posłuchać Rinpocze albo przeczytać tłumaczenie pytania z sali i odpowiedzi (pod wideo).

Uczennica: Mam problem w kuchni. Mam mnóstwo małych moli, które dostają się do mąki i tak naprawdę do wszystkiego. A w ryżu są robaki. Wybijam je. I mam małą szarą plamę na ręce…

Rinpocze: Wybijasz je?

Uczennica: Próbuję je zabić. Patrzę na rękę i widzę martwe stworzenie. Radzą sobie lepiej ze mną, niż ja z nimi. Zdecydowanie wygrywają. Nie wiem, co zrobić z tym problemem w kuchni i za każdym razem, gdy je zabijam, czuję się okropnie. A kiedy podaję znajomym ryż z robakami – to też nie działa zbyt dobrze. Wyczyściłam już wszystko…

Rinpocze: Myślę, że jedyny sposób, by to naprawdę zakończyć, to wziąć każdy produkt w kuchni i wymienić na nowy, a nie zatrzymywać. Jeśli mole są w jedzeniu, to prostsza wersja jest taka – choć to marnotrawstwo dużej ilości jedzenia, to prawda, ale wtedy ćmy czy inne istoty w nim żyjące będą mogły cieszyć się jedzeniem w większym spokoju niż u ciebie w kuchni – zostawić jedzenie gdzieś na zewnątrz, gdzie mogą je zjeść, a potem pójdą sobie, i w ten sposób zostaną uwolnione bez zabijania. Nierozsądne jest ani je jeść, ani zabijać. To wcale nie są dobre rozwiązania.

Myślę, że większym kłopotem są problemy z na przykład karaluchami, mrówkami, termitami albo szczurami, myszami i ich domami. Wtedy ludzie zawsze zadają to pytanie. I to prawda – to bardzo duży problem.

Zawsze podaję przykład naszego klasztoru, który ma wiele problemów z karaluchami, a gdzie jest wspólnota i to duża trudność. Przyszła do mnie starsza mniszka zarządczyni i powiedziała: „Wiesz, każdy może praktykować z pokojem, więc wezmę na siebie zabicie wszystkich karaluchów”. Spryskała je środkiem, który zabił wiele z nich. Rozmawiałyśmy i powiedziała mi: „Zrobię wszystko, co w mojej mocy, jeśli chodzi o modlitwy i życzenia dla nich. Mam nadzieję, że dzięki karmie, jaka mnie z nimi łączy, uda mi się doprowadzić do ich wyzwolenia. To dla mnie większa inspiracja, by ciężej pracować nad własnym wyzwoleniem, aby ci, z którymi nawiązałam bliższą więź, mieli ze mną głębszą więź. Ale wiem też, że w tej chwili nikt tego nie zrobi, więc jeśli ja tego nie zrobię, wszyscy będą musieli to czasem robić, a zamiast tworzyć negatywną karmę, sama to zrobię”. I wtedy ona podjęła inicjatywę, co uznałam za gest pełen dobroci.

Należy unikać zabijania jakichkolwiek czujących istot. A dla nas buddystów to szczególne wyzwanie. Często możemy je gdzieś przenieść. I staramy się możliwie przede wszystkim je przenosić. Spędzamy dni, próbując przenieść je wszystkie w inne miejsce. A jednocześnie zdarzają się sytuacje, w których takiej możliwości nie ma. A wtedy chodzi o to, by naprawdę zastosować najłaskawszy sposób, w jaki można to zrobić, najmniej szkodliwy sposób, w jaki czujące istoty mogą zostać usunięte, może też zabite.

To pytanie zadawano wielu naszym nauczycielom. Wielu nauczycieli jest o to pytanych. Znajduję wielką inspirację w słowach Jego Świątobliwości Dalajlamy, kiedy mówi o większej inspiracji do czynienia dobra, ponieważ jest się istotą ludzką. O większym wysiłku, by uratować jak najwięcej istnień. A tym, których nie można uratować, kiedy trzeba odebrać im życie, to zrobić to w najbardziej życzliwy sposób, najszybszy możliwy, który zadaje najmniej bólu czującym istotom. A potem odprawić mnóstwo modlitw. I dbać o to, by prowadzić owocną praktykę, ponieważ jesteś to winien wszystkim tym czującym istotom.

Ale w twoim przypadku powiedziałbym, abyś pozbyła się wszystkiego: ryżu, mąki i tak dalej, wszystko to wyrzucić, a potem zobaczyć, czy problem nadal występuje.

Uczennica: Cóż, dla mnie to będzie trzeci raz. Robiłam to już kilka razy, ale spróbuję jeszcze raz…

Rinpocze: Kupuj mniej. Nie przechowuj za dużo. Rób mniejsze zakupy na raz. Nie przechowuj za dużo.

Uczennica: Dziękuję bardzo.

Podziel się swoimi dumkami

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *