trudna rada

Czytam list Václav Havla (na zdjęciu po prawej) do Alexandra Dubčeka (po lewej) z sierpnia 1969 r. Havel namawia Dubčeka do potępienia inwazji wojsk Układu Warszawskiego i podtrzymania wiary w możliwość pokojowych zmian w Czechosłowacji. Havel jasno pisze, że wie, że jest to droga dla Dubčeka najtrudniejsza – bo czekałoby go usunięcie ze stanowiska, pewnie potępienie ze strony władz, szykany. Havel pisze: „Tak, mam świadomość, że łatwo mi radzić, skoro nie jestem w Pańskiej skórze i nie ponoszę Pańskiej odpowiedzialności. Jednak to, że nie jestem Panem, nie zwalnia mnie z obowiązku zajęcia stanowiska – tak mi przynajmniej podpowiada sumienie. W dodatku skoro korzystałem z różnych możliwości, które dzięki Pańskiej polityce pojawiły się w niedawnych, lepszych czasach, to jest dla mnie oczywiste, że i w złych czasach powinienem wziąć na siebie moją cząstkę odpowiedzialności za los tej polityki. (…) Właśnie dlatego, że staram się wczuć w Pańską sytuację, jak również dlatego, że ze swojej perspektywy chcę być całkowicie odpowiedzialny, muszę mówić tak, jak mówię, i jako jedyną sensowną drogę rekomendować Panu tę, która jest dla Pana niestety najtrudniejsza i najniebezpieczniejsza: drogę prawdy.”

Wspaniałe, prawda? Jeden facet mówi drugiemu, że namawia tego drugiego, żeby ów drugi z poczucia odpowiedzialności głośno powiedział radzieckiemu niedźwiedziowi prawdę prosto w pysk. I wystawił się na konsekwencje. A dlaczego ten pierwszy decyduje się namawiać drugiego? Z poczucia swojej odpowiedzialności.

A dlaczego to opowiadam? Bo czas jakiś temu Przemko powiedział mi, gdy rozmawialiśmy o Ciszy, że ja nie wymagam od nikogo niczego w tej sprawie. To mnie zastanowiło. Rzeczywiście, nie przychodzi mi do głowy wymagać, byście uczestniczyli aktywnie organizując, biernie siedząc, wypowiadali się, wnosili pomysły, konstruktywnie bądź buracko krytykowali. Uwaga poczyniona przez Przemka sprawiła, że zdałem sobie sprawę, że nie nakładam na Was odpowiedzialności ani nie widzę jej po swojej stronie za żywą, bezpośrednią rozmowę na temat tego, co robimy w Sandze Kannon, w tym – na temat Ciszy dla klimatu.

Myślę, że to źle. Nie, że nie najlepiej, ale źle. Musimy ze sobą rozmawiać. Musimy się kontaktować i reagować na siebie. Przychodzić. Mówić, jak się coś nie podoba. I mówić, gdy się podoba.

Co Wy na to?

Podziel się swoimi dumkami

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *